SŁOWA… czym są dla mnie? Definicja tego co już wiem, może perspektywą na nowe, namiastką tego co przeżyłam, doświadczyłam… więc nieskromnie muszę przyznać, że mój zasób słów w porównaniu do tego co przeżyłam jest dość ubogi, najzwyczajniej brakuje mi tych słów, do opisu. Ale z potrzeby mojego proporcjonalnie małego serducha muszę wylać chociaż te które mam, a chyba chyba nie do końca je rozumiem. Wiele z was przeczyta albo i nie, stwierdzi no i po co to bazgrać, szkoda czasu… Ale ja jednak widzę to inaczej. Zresztą odkąd pamiętam zawsze wszystko widziałam inaczej., można powiedzieć dosłownie od dupy strony. Potem dłuuugo, dłuuuugo wydawało mi się że to taki już mój „błąd fabryczny”, aż do momentu kiedy wszyscy na około widzieli czubek góry lodowej, a okazało się że to jednak „wulkan” mało tego do tej pory czynny, gotowało się we mnie tak długo że końcu się wylało… są straty, zgliszcza… pełno dymu i popiołu ale wypaliło się to wszystko co było zbędne, znalazłam w sumie to czego szukałam, lawa stygnie, na pustym terenie, zostało tylko miejsce na NOWE, na posadzenie nowych drzew, na piękne nowe kwiaty wieloletnie…, nie sezonowe nasionka, mimo że potrafią być piękne, znikają tak szybko jak się pojawiają, a wymagają nie mniej często bardzo najwiecej naszej uwagi, poświęcenia tylko po to żeby zniknąć. Matka, żona, kochanka… a może mała naiwna słodka dziewczynka, taki rysopis…
The Journey Begins
Thanks for joining me!
Good company in a journey makes the way seem shorter. — Izaak Walton
